|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
środa, 10 marca 2010
Potrawa zadająca kłam twierdzeniu, że wegetarianie jedzą wyłącznie sałatę, żółty ser czy soję, że niejedzenie mięsa ogranicza i zubaża dietę. Wbrew pozorom jest dokładnie na odwrót. Dopiero będąc wegetarianką spróbowałam wielu nowych warzyw (cieciorka, bakłażan, fenkuł...) czy potraw (lasagne, pasztety, pieczywo). Wyłączenie z diety produktów pochodzenia zwierzęcego zmobilizowało mnie do szukania nowych smaków i rozwiązań, żeby potrawy nie były nudne czy gorsze od tych mięsnych. I nie są :) Coś prostego i jednocześnie bardzo wykwintnego czyli carpaccio z buraków. Pomysł zaczerpnięty ze 'Spotkania z buraczkami' GW. Składniki: 2 porcje 3 średniej wielkości buraki (ok. 30 dag), łodyżka szczypiorku, kawałek fety Marynata: 2 łyżki octu balsamicznego, 4 łyżki oleju z pestek winogron, 1/2 łyżeczki miodu, szczypta świeżo zmielonego pieprzu, sól Buraki ugotować w łupinach i ostudzić, a następnie obrać i pokroić w cieniutkie plasterki. Plastry buraków układać na dwóch talerzach, tak żeby lekko na siebie zachodziły.
Wymieszać składniki marynaty. Podane proporcje są orientacyjne, sos trzeba spróbować i dodać w zależnie od upodobać i smaku więcej octu, soli czy miodu. Gotową marynatą posmarować plastry buraków. Talerze przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce (minimum 1-2h, a najlepiej zostawić na cała noc). Przed podaniem posypać posiekanym szczypiorkiem i pokruszoną fetą.
piątek, 05 marca 2010
Zamarzyło mi się coś słodkiego i pysznego. Coś na deser. A że nie uzupełniłam jeszcze zapasu agaru, żadna panna cotta czy inny galaretkowy deser nie wchodził w grę. W planach miałam czekoladowe 'cukierki' Oli, ale nie miałam potrzebnych składników, a zabrać się do roboty chciałam już, teraz! Od cukierków przeszłam do karmelków (ale kremówki w domu też nie miałam) i stanęło na lodach, oczywiście karmelowych. Bardzo prostych i szybkich w wykonaniu, nie licząc mrożenia (wrrrr!), choć gdyby je pominąć powstałby pyszny karmelowy sos. Też pyszny :) Na bazie przepisu Michela Roux'a z książki 'Jajka'. Składniki: 160 g cukru, 2 łyżki masła, 500 ml mleka, 1/2 laski wanilii, 5 żółtek Cukier wsypać do szerokiego rondla i podgrzewać, aż się skarmelizuje. Żeby cukier nie przypalił się na brzegach, ostrożnie zagarniać drewnianą łyżkę karmel z brzegów do środka, aż całkowicie się rozpuści i równomiernie zbrązowieje. Dodać masło i wymieszać.
Dodać mleko, nie przejmując się, że karmel stwardnieje i powstanie wielka twarda gruda karmelu, wszystko się zaraz rozpuści w mleku. Z wanilii wydrążyć ziarenka i dodać wraz z resztą laski do mleka. Podgrzewać na małym ogniu mieszając, aż karmel się całkowicie rozpuści. Żółtka roztrzepać lekko trzepaczką lub mikserem i szybko mieszając dodać trochę gorącego, karmelowego mleka. Przelać masę jajeczną do mleka cały czas mieszając drewnianą łyżką i podgrzewać chwilę, aż mleko zgęstnieje i zacznie oblepiać łyżkę. Należy bardzo uważać, żeby gaz nie był zbyt duży, bo żółtka się zetną i cały krem będzie do wyrzucenia. Krem karmelowy ostudzić (starając się za bardzo nie podjadać). Wyłowić wanilię i schłodzić w maszynie do lodów lub w zamrażalniki. Jeśli w zamrażalniku, po 3-4 h lody można wyjąć i dokładnie wymieszać, a następnie powtórzyć mieszanie jeszcze ok. 3 razy co pół godziny.
piątek, 26 lutego 2010
Kandyzowany imbir początkowo nie wzbudził mojego zachwytu. W przeciwieństwie do produktu ubocznego jego przygotowania czyli syropu imbirowego, który namiętnie dodawałam do herbaty lub piłam sam zalany gorącą wodą. Rozgrzewał idealnie w czasie zimowych chłodów. Jednak i dla kandyzowanego imbiru z czasem znalazłam zastosowanie. Okazało się że świetnie nadaje się do przetworów, ciasteczek czy ciast, takich jak to. Ciasto najlepsze jest na drugi dzień, gdy smaki zdążą się dokładnie przegryźć i cytrynowe ciasto wyraźnie przełamuje aromat kandyzowanego imbiru. Dlatego najlepiej upiec je wieczorem a polukrować i zajadać następnego dnia. Składniki: 200 g masła (w temperaturze pokojowej), 1 1/4 szklanki cukru, 4 jajka (w temperaturze pokojowej), skórka i sok z 2 cytryn (ok. 1/2 szklanki soku), 2 1/2 szklanki mąki, 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej, szczypta soli, 30 g drobno pokrojonego kandyzowanego imbiru (ok. 4 łyżek) Lukier cytrynowy: 1 szklanka cukru pudru kilka łyżek soku z cytryny Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać po jednym jajku cały czas ucierając. Dodać skórkę z cytryny. Mąkę wymieszać z sodą, proszkiem i solą. Dodawać partiami na zmianę z sokiem z cytryny. Na końcu dodać kandyzowany imbir. Foremkę (długości 24 cm) wyłożyć papierem do pieczenia lub posmarować masłem i obsypać bułką tartą. Piec ok. 45 minut w 180 stopniach, aż patyczek włożony w środek ciasta będzie suchy. Składniki lukru dokładnie utrzeć.Ciasto ostudzić i polukrować.
piątek, 19 lutego 2010
Długo nie wiedziałam jak zagospodarować zalegający w szafce słoik masła orzechowego. Samo lub na kanapce nie specjalnie mi smakuje, ale w ciasteczkach lub cieście to już zupełnie inna historia. Pomysł podsunęła mi Bea organizując Czekoladowy Weekend, ale przeszukując net nie znalazłam żadnego przepisu, który mi odpowiadał. Troszkę pomieszałam i tak powstało to brownie z masłem orzechowym, którego słonawy posmak podkreśliłam jeszcze szczyptą gruboziarnistej soli. I choć za pierwszym razem zapomniałam dodać do ciasta mąki ;-) brownie i tak było pyszne, choć niemiłosiernie się kruszyło. Składniki: 100 g masła, 1/2 szklanki cukru, 3 jajka, 1 łyżeczka esencji waniliowej, 100 g czekolady deserowej lub gorzkiej, 1/2 szklanki masła orzechowego, 3/4 szklanki maki, szczypta gruboziarnistej soli Masło z cukrem rozpuścić w kąpieli wodnej (wystarczy że masło się rozpuści). Zdjąć miskę z garnka z wodą i dodawać po jednym jajku dokładnie mieszając. Dodać esencję waniliową i odstawić.W drugiej misce rozpuścić w kąpieli wodnej czekoladę. Zdjąć z ognia i dodać 3/4 masy maślano-jajecznej. Dokładnie wymieszać dodać 1/2 szklanki mąki, wymieszać i odstawić. Do pozostałej masy dodać masło orzechowe, a następnie mąkę i dokładnie wymieszać. Dodać sól i jeszcze raz szybko zamieszać. Foremkę (użyłam okrągłej o średnicy 26 cm) wyłożyć papierem do pieczenia, wylać czekoladową masę i równo rozprowadzić. Z masy orzechowej formować kleksy na czekoladowym spodzie. obie masy delikatnie wymieszać końcówką noża, formując esy-floresy. Piec ok. 30 minut w 180 stopniach. Ostudzić i pokroić na kwadraty.
środa, 17 lutego 2010
Rozleniwiłam się bardzo. Gotować gotuję, piec piekę, ale robić zdjęć mi się nie chcę, a jak już jakimś cudem je zrobię to zalegają tygodniami w komputerze. Te też długo czekały na publikacje. Ostatnio moja domowa piekarnia działa pełną parą, szczególnie że znowu mam zakwas(!), którym podzieliła się ze mną moja siostrzyca. Kto by pomyślał, do niedawna kuchnia to była raczej moja domena. A teraz, gdy moja siostra ma piękną, nową kuchnię i działa w niej pełna parą, to ja dostaję od niej zakwas i podpatruję przepisy na ciasta i inne smakołyki :) Dobrze mieć taką siostrę, bo pewnie zanim bym się zmobilizowała i nastawiła swój zakwas minąłby pewnie kolejny rok. A tak już dziś mogę się cieszyć zakwasowymi chlebami. Takim na przykład Borodinskim, który upiekłam w ciągu ostatnich dwóch tygodni trzy razy. I jeszcze mi się nie znudził. Lekko kwaskowy, z ciekawym posmakiem kolendry i bardzo szybki w przygotowaniu. Borodinsky przepis podany przez Tatter na Cincinie proporcje na foremkę o długości 20 cm 337 g zakwasu, 285 g mąki żytniej, 1 1/4 łyżeczki soli, 120 g wody, 30 g melasy, 1 łyżeczka mielonej kolendry Wszystkie składniki dokładnie wymieszać łyżką i przełożyć do wyłożonej papierem keksówki. Wygładzić wierzch wilgotną dłonią i przykryć folią. Odstawić do wyrośnięcia na ok. 6 h, aż ciasto wypełni prawie cała foremkę. Piec 55 minut w 200 stopniach. Chleb na mące żytniej razowej wyrastał mi znacznie dłużej (przeszło 8 h) niż ten na mące żytniej chlebowej (ok. 4 h). Oba były tak samo dobre :) * * * Kolejny wypiek to chleb o bardzo ciekawym smaku. Podobnie jak Borodinsky pieczony był w jednej z edycji Weekendowej Piekarni. Upiekłam go w formie chrupiących bagietek i w takiej postaci idealnie nadaje się do zup lub sałatek. Pyszne i koniecznie do powtórzenia. Bagietki z cebulką i białym winem przepis cytuję za Ptasią 500g mąki
pszennej (chlebowej lub mieszanki 1:1 zwykłej i chlebowej), 15 g
świeżych lub 1,5 łyżeczki drożdży instant, ok. 150ml (patrz przepis)
białego wina, 130-150ml letniej wody, 2 łyżki masła, 2 małe cebule, 1,5 łyżeczki soli Stopić masło i zeszklić drobno posiekaną cebulę. Zdeglasować patelnię 1/4 szklanki (ok. 60 ml - 4 łyżki) białego wina. Odcedzić cebulkę od płynu, ten ostatni zachować. Lekko wystudzić. Odcedzony płyn winno-cebulowy dopełnić białym winem do 150ml. Wymieszać mąkę z solą i drożdżami, pomału dodać wino i wodę, stale mieszając. Proponuję zacząć od 130 ml wody, gdyż zauważyłam, że cebula później także oddaje wilgoć i musiałam podsypywać mąką podczas wyrabiania; zawsze można dodać odrobinę wody później. Na koniec dodać cebulę. Wyrobić krótko ciasto, by wszystkie składniki się połączyły. Przykryć, odstawić na 10 min. Po tym czasie wyrabiać ciasto ręcznie lub mikserem, aż będzie miękkie i sprężyste (ok. 10-15 minut), nie powinno się kleić. Uformować kulę, przełożyć do natłuszczonej miski, odstawić do wyrastania na ok. 1,5 h (w 1/2 czasu wyrastania chleb odgazować i złożyć). Po czasie wyrastania chleb odgazować, podzielić na 2 części i uformować. Ja lubię pulchne bagietki/torpedy, ale mogą być bochenki okrągłe lub owalne. Odstawić do wyrastania - do podwojenia objętości - na ok. 35-45 minut. Przed pieczeniem chlebki naciąć. Piec w 230 st. C, w naparowanym piekarniku, 20-25 minut (aż chleb będzie głuchy od spodu); ja piekę na kamieniu, nagrzanym 1 h przed pieczeniem.
piątek, 22 stycznia 2010
Generalnie nie lubię pączków. Te kupne są zbyt tłuste, przesłodzone i najczęściej czuć je starym tłuszczem. Ale domowymi, smacznymi pączkami nie pogardzę, szczególnie jeśli smakują tak jak te: włoskie pączki z ricotty z delikatnym aromatem pomarańczy. Ciężko się powstrzymać, ciągle sięgałam po kolejnego i kolejnego pączka. Aż nie został żaden ;-) Najlepiej smakują jeszcze odrobinę ciepłe, a cukrowa posypka przyjemnie oblepia palce. Przepis lekko zmodyfikowany z bloga Anice&Cannella. Składniki na ok. 32 pączki: 25 g roztopionego masła, 60 g cukru, skórka starta z połowy pomarańczy, 150 g ricotty, 2 żółtka, 250 g mąki, szczypta soli, 18 g świeżych drożdży Do obtoczenia: 5 łyżeczek cukru, 1 łyżeczka cynamonu olej do smażenia W misce połączyć wszystkie składniki i wyrobić. Jeśli ciasto jest zbyt ścisłe lub suche można dodać trochę mleka. Ciasto powinno być wyraźnie wilgotne i trochę lepkie, ale przyjemne w obróbce. Zostawić do wyrośnięcia na 40-60 minut.
Ciasto podzielić na 4 części z każdej uformować wałek i pokroić na kawałki. Z każdego kawałka utoczyć kulkę i odstawić do wyrośnięcia na ok. 20-30 minut. Pączki można układać na papierze do pieczenia, żeby się nie przyklejały i przykryć ściereczka. W niedużym rondlu zagrzać olej (ok. 2 cm głębokości) i przykręcić gaz. Olej nie może być zbyt gorący, gdyż skórka zbyt szybko się zrumieni a środek pozostanie surowy. Smażyć partiami pączki po 5-6 na raz po 4 minuty z każdej strony. Pączki wyłowić, odsączyć na papierze i od razu obtaczać w cukrze zmieszanym z cynamonem. |