WeekendowaPiekarnia
Kategorie: Wszystkie | przepisy | wydarzenia
RSS
poniedziałek, 29 grudnia 2008

Udało się, udało się!!! Mój chleb na zakwasie, czyż nie wygląda wspaniale? A jak smakuje! To chyba najlepszy chleb jaki w życiu jadłam. Gdy tylko trochę ostygł zjadłysmy z mamą po kilka kromek z samym masłem.

Podchodziłam do tego chleb (do chleba na zakwasie w ogóle) trzy razy. Za pierwszym razem przydusiłam jeszcze młody (i słaby) zakwas zbyt dużą ilością razowej mąki, za drugim ciemnej mąki dałam znacznie mniej, ale wykombinowałam sobie, że 400 g zakwasu to właściwie to samo co 400 g zaczynu (co oczywiście prawdą nie jest) i chleb dobrze nie wyrósł, był zbity i dosyć ciężki, ale dało się go zjeść. Dopiero za trzecim razem gdy wiernie trzymałam się przepisu wyrósł mi (i przed i w trakcie pieczenia) ogromny bochenek pysznego chleba.

Okazuje się, że nie taki diabeł straszny... Dzięki dokładnym instrukcjom Mirabbelki zamieszczonym na jej stronie Chleb - moja domowa piekarnia i na Cincinie udało mi się zrobi zakwas, utrzymać go przy życiu i jeszcze upiec na nim smaczny, domowy chleb. 

Gorąco wszystkich zachęcam, upieczenia domowego chleba na zakwasie nie jest tak trudne jak się wydaje. Wystarczy tylko trochę odwagi, żeby spróbować i trochę cierpliwości, żeby się nie poddawać, gdy pierwsze próby będą dalekie od ideału.

Oryginalny przepis znajduje się tutaj.

Na początek potrzebny jest zakwas, tutaj jest dokładna instrukcja jak zrobić szybki 60-godzinny zakwas.

Składniki:

400 g zaczynu (ciasta zakwaszonego),

400 g mąki pszennej (w tym ok. 30 g pszennych otrębów),

150 ml wody lub mleka,

1,5 łyżeczki soli,

1 łyżeczka cukru,

20 ml oleju

Po instrukcję jak zrobić ciasto zakwaszane odsyłam tutaj, gdzie Mirabbelka podała szczegółowe wytyczne.

Do miski z zaczynem dodać pozostałe składniki, z wyjątkiem soli i wyrabiać kilka minut. Sól rozpuścić w odrobinie wody, dodać do ciasta i dalej wyrabiać.  Odstawić na 20 min i po tym czasie wyrabiać kolejne 5 min.

Ciasto rozciągnąć na blacie i złożyć brzegi dwukrotnie tak jak się składa list. Uformować bochenek i włożyć go do wyrastania do koszyka wysypanego mąką. Odstawić bochenek na 2-4 h, aż podwoi swoją objętość.

Mój bochenek wyrastał w podłużnym naczyniu lekko posmarowanym oliwą i wysypanym pszennymi otrębami. Wierzch delikatnie posmarowałam oliwą i przykryłam wilgotną ściereczką, żeby ciasto nie zaschło. 

Piec nagrzać do temperatury 230 stopni. Tuż przed samym pieczeniem, bochenek delikatnie przełożyć na papier do pieczenia, naciąć i wstawić do pieca na ok. 45 min.

sobota, 20 grudnia 2008

W tym roku znalazłam mnóstwo przepisów na świąteczne słodkości i każdy chcę wypróbować. Jest ich tak dużo, że prawdopodobnie jeszcze po Nowym Roku w mojej kuchni będzie czuć zapach piernika, pomarańczy i cynamonu. Ale przecież co to szkodzi, czemu by nie przedłużyć choć odrobinę świątecznej atmosfery świątecznymi wypiekami?

Przepis na te ciasteczka znalazłam już w zeszłym roku, jednak w nawale pracy nie zdążyłam ich wypróbować, W tym rok nie popełniłam tego błędu. Upiekłam, spróbowałam, a resztę zapakowałam. Ale zapakowałam bardzo odświętnie, w małe, słodkie paczuszki, specjalnie dla rodziny mojego szwagra. W tej chwili powinny już być na miejscu :)

A ciasteczka są pyszne, dokładnie takie jak lubię, kruche z delikatnym słonawym posmakiem. A do tego żurawina, którą uwielbiam i pistacje.  Niedługo na pewno upiekę je raz jeszcze, żeby móc nacieszyć się w pełni tym smakiem :)

Przepis Marthy Stewart, przetłumaczony przez Dziunię na Cincinie.

Składniki:

230 g masła,

1/2 szklanki cukru,

2 łyżki mleka,

1 łyżka cukru waniliowego,

1/2 łyżeczki soli,

2 i 1/2 szklanki mąki,

3/4 szklanki żurawiny,

1/2 szklanki posiekanych orzechów (użyłam pistacji)

Masło utrzeć z cukrem, mlekiem, wanilią i solą. Dalej ucierając stopniowo dodawać mąkę. Na końcu dodać żurawinę i orzechy i wymieszać. Z ciasta uformować 2 wałki, zawinąć je w folię spożywczą i schłodzić w lodówce minimum 2 h, a najlepiej na cały dzień.

Ostrym nożem kroić ciasto na krążki ok. 7 mm grubości, kłaść na papierze do pieczenia i piec ok. 15 min w rozgrzanym piecyku. Brzegi powinny być lekko rumiane.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zima, a szczególnie święta, to czas, gdy lubię sobie trochę pofolgować i daję sobie rozgrzeszenie na drobne przyjemności. Wtedy też lubię mieć pod ręką coś niedużego i słodkiego, na przykład kruche i bardzo aromatyczne pierniczki, po które można sięgnąć pijąc zimową herbatę (z kawałkami pomarańczy, goździkami i miodem), gorącą czekoladę czy grzane wino.

Warto zajrzeć do oryginalnego przepisu Bakerlady. Pierniczki te można piec z nadzieniem, albo z bakaliami i na pewno w takie wersji są pyszne, w przyszłym roku na pewno którąś z nich wypróbuje. Ja jednak najbardziej lubię bardzo kruche pierniczki, dlatego wałkuję ciasto najcieniej jak się da i piekę bardzo krótko.

W tym roku część z nich dekorowałam lukrem, wychodzi mi to jeszcze dosyć koślawo, ale choineczką w moim wykonaniu muszę się pochwalić.

 

Składniki:

1 szklanka miodu,

1/2 szklanki cukru,

ok. 130 g masła,

kilka łyżek oleju,

1 torebka przyprawy do piernika,

2 łyżeczki proszku do pieczenia,

2 jajka,

2 i 1/2 szklanki mąki,

kilka łyżek śmietany,

Dodatkowo:

cynamon, pieprz i cukier waniliowy

Miód, masło, olej, cukier oraz przyprawy zagotować w garnuszku i przestudzić.

W misce wymieszać suche składniki, dodać masę z przyprawami i jajka i dokładnie wymieszać. Ciasto szczelnie zapakować i odstawić w chłodne miejsce na minimum kilka dni, ale może też leżakować do kilku miesięcy. Moje ciasto czekało 2 tygodnie.

Po tym czasie ciasto cienko rozwałkować i wykrawać pierniczki o dowolnych kształtach. Układać na papierze do pieczenia i piec krótko, aż brzegi zaczną się rumienić, ok. 8-10 min.

Można zajadać od razu po przestudzeniu, lub schować do puszki na święta (o ile ma się dostatecznie dużo silnej woli, ja nie mam :) )