WeekendowaPiekarnia
Kategorie: Wszystkie | przepisy | wydarzenia
RSS
wtorek, 23 marca 2010
I znalazłam kolejne zastosowanie dla masła orzechowego. Dodam że bardzo pyszne zastosowanie.
Pierwszy raz bawiłam się w domową produkcje czekoladek. Ochotę na to miałam już od dawna, ale ciągle brakowało mi odpowiednich foremek. W końcu poratowała mnie siostra i oddała mi foremkę do lodu, którą dostała razem z lodówką (Dziękuję Martuś :-*). Foremka ma idealny kształt,  wielkość i małe wgłębienie w środku, dzięki czemu czekoladki wyglądają prawie jak ze sklepu. Prawie, bo to była moja pierwsza produkcja i wyszło mi trochę nieporadnie :)
Za to smakują wybornie. Biała czekolada podkreśla słoność masła orzechowego, a do tego jedynie krucha skorupka z gorzkiej czekolady. Pyszności.
A ile radości daje taka czekoladowa manufaktura!

Przepis z książki Wicked Sweet Indulgences podała na Cincinie Marghe. A pomysł na formę czekoladek zaczerpnęłam od Marg.



Składniki (na 14 niedużych czekoladek):

1,5 tabliczki gorzkiej czekolady*,
1 tabliczka białej czekolady,
ok. 3-4 kopiastych łyżeczek masła orzechowego,
odrobina mleka

Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej**. Foremki pochlapać odrobiną czekolady i wstawić do lodówki, żeby zastygła (nie jest to konieczne). Do pozostałej czekolady dodać masła orzechowego i dokładnie wymieszać masę, dodać trochę mleka, żeby konsystencja była bardziej kremowa. Odstawić.
W kąpieli wodnej rozpuścić gorzką czekoladę*** i lekko ją schłodzić. Posmarować pędzelkiem**** wnętrze foremek  i wstawić do lodówki, żeby czekolada zastygła. Następnie rozsmarować kolejną warstwę i raz jeszcze schłodzić. Do foremek nakładać łyżeczką lub szprycą krem z białej czekolady i masła orzechowego, całość schłodzić w lodówce. Na wierzchu masy rozprowadzić resztę czekolady, wyrównać i schłodzić.
Gotowe czekoladki wyjąć z foremek, i zajadać.

* Użyłam 1 tabliczki czekolady i to zdecydowanie za mało, gdyż starczyło tylko na jedną warstwę.
** Na garnek z gorącą wodą nałożyć metalową lub szklaną miskę (miska nie może dotykać wody!). Do miski włożyć posiekaną czekoladę i cały czas mieszając podgrzewać czekoladę, aż się całkowicie rozpuści. Ogień powinien być niewielki, należy uważać żeby nie przegrzać czekolady.
***Brak mi doświadczenia i nie wiem czy najlepiej rozpuścić od razu cała czekoladę i potem w razie konieczność (jeśli zastygnie za bardzo) delikatnie ją ogrzać. Czy też może rozpuszczać partiami po pół tabliczce.
****Najwygodniej używać wąskiego, okrągłego pędzelka. Mój był za szeroki i bardzo niewygodnie było nim rozprowadzić czekoladę w małej foremce.
środa, 10 marca 2010
Potrawa zadająca kłam twierdzeniu, że wegetarianie jedzą wyłącznie sałatę, żółty ser czy soję, że niejedzenie mięsa ogranicza i zubaża dietę. Wbrew pozorom jest dokładnie na odwrót. Dopiero będąc wegetarianką spróbowałam wielu nowych warzyw (cieciorka, bakłażan, fenkuł...) czy potraw (lasagne, pasztety, pieczywo). Wyłączenie z diety produktów pochodzenia zwierzęcego zmobilizowało mnie do szukania nowych smaków i rozwiązań, żeby potrawy nie były nudne czy gorsze od tych mięsnych. I nie są :)

Coś prostego i jednocześnie bardzo wykwintnego czyli carpaccio z buraków.



Pomysł zaczerpnięty ze 'Spotkania z buraczkami' GW.

Składniki:
2 porcje

3 średniej wielkości buraki (ok. 30 dag),
łodyżka szczypiorku,
kawałek fety

Marynata:
2 łyżki octu balsamicznego,
4 łyżki oleju z pestek winogron,
1/2 łyżeczki miodu,
szczypta świeżo zmielonego pieprzu,
sól

Buraki ugotować w łupinach i ostudzić, a następnie obrać i pokroić w cieniutkie plasterki. Plastry buraków układać na  dwóch talerzach, tak żeby lekko na siebie zachodziły.
Wymieszać składniki marynaty. Podane proporcje są orientacyjne, sos trzeba spróbować i dodać w zależnie od upodobać i smaku więcej octu, soli czy miodu.
Gotową marynatą posmarować plastry buraków. Talerze przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce (minimum 1-2h, a najlepiej zostawić na cała noc).
Przed podaniem posypać posiekanym szczypiorkiem i pokruszoną fetą.
piątek, 05 marca 2010
Zamarzyło mi się coś słodkiego i pysznego. Coś na deser. A że nie uzupełniłam jeszcze zapasu agaru, żadna panna cotta czy inny galaretkowy deser nie wchodził w grę. W planach miałam czekoladowe 'cukierki' Oli, ale nie miałam potrzebnych składników, a zabrać się do roboty chciałam już, teraz! Od cukierków przeszłam do karmelków (ale kremówki w domu też nie miałam) i stanęło na lodach, oczywiście karmelowych. Bardzo prostych i szybkich w wykonaniu, nie licząc mrożenia (wrrrr!), choć gdyby je pominąć powstałby pyszny karmelowy sos. Też pyszny :)




Na bazie przepisu Michela Roux'a z książki 'Jajka'.

Składniki:
160 g cukru,
2 łyżki masła,
500 ml mleka,
1/2 laski wanilii,
5 żółtek

Cukier wsypać do szerokiego rondla i podgrzewać, aż się skarmelizuje. Żeby cukier nie przypalił się na brzegach, ostrożnie zagarniać drewnianą łyżkę karmel z brzegów do środka, aż całkowicie się rozpuści i równomiernie zbrązowieje. Dodać masło i wymieszać.
Dodać mleko, nie przejmując się, że karmel stwardnieje i powstanie wielka twarda gruda karmelu, wszystko się zaraz rozpuści w mleku. Z wanilii wydrążyć ziarenka i dodać wraz z resztą laski do mleka. Podgrzewać na małym ogniu mieszając, aż karmel się całkowicie rozpuści.
Żółtka roztrzepać lekko trzepaczką lub mikserem i szybko mieszając dodać trochę gorącego, karmelowego mleka. Przelać masę jajeczną do mleka cały czas mieszając drewnianą łyżką i podgrzewać chwilę, aż mleko zgęstnieje i zacznie oblepiać łyżkę. Należy bardzo uważać, żeby gaz nie był zbyt duży, bo żółtka się zetną i cały krem będzie do wyrzucenia.
Krem karmelowy ostudzić (starając się za bardzo nie podjadać). Wyłowić wanilię i schłodzić w maszynie do lodów lub w zamrażalniki. Jeśli w zamrażalniku, po 3-4 h lody można wyjąć i dokładnie wymieszać, a następnie powtórzyć mieszanie jeszcze ok. 3 razy co pół godziny.