WeekendowaPiekarnia
Kategorie: Wszystkie | przepisy | wydarzenia
RSS
sobota, 31 października 2009
Ten przepis to dla mnie totalny eksperyment. Takiego połączenia smaków jeszcze nie jadłam i aż do pierwszego gryza miałam obawy czy ta pizza będzie w ogóle jadalna. Pieczona dynia, karmelizowana cebulka, gorgonzola i chrupkie listki szałwii - to nie są składniki, które kojarzą mi się z pizzą. Jednak świetnie ze sobą współgrają, tworząc ciekawą i smaczną kompozycję. Tak że eksperyment ten uznaję za bardzo udany. Smacznego!



Przepis z bloga Closet Cooking.

Ciasto (na 3 pizze):
4 1/2 szklanki mąki,
1 3/4 łyżeczki soli,
1 łyżeczka drożdży instant (użyłam świeżych),
1/3 szklanki oliwy,
1 3/4 szklanki wody,
1 łyżeczka cukru,

Mąkę wymieszać z solą i cukrem. Drożdże rozkruszyć, dodać pozostałe składniki i wyrobić ciasto. Ciasto wychodzi dosyć wilgotne, można więc podsypać delikatnie mąką. Ciasto podzielić na 3 części, zawinąć je w folię i odstawić do lodówki na noc. Ciasto można przechowywać w lodówce do 3 dni.
Przed pieczeniem ciasto wyjąć z lodówki i pozwolić dojść do temperatury pokojowej.



Składniki na 1 pizzę:
kawałek upieczonej dyni,
1 cebula,
1 ząbek czosnku,
kawałek sera gorgonzola,
kilkanaście listków szałwii,
oliwa i masło,
gruboziarnista sól,
pieprz

Dynie pokroić w kostkę.
Cebulę pokroić w plasterki. Łyżkę olliwy i masła rozgrzać na patelni i smażyć cebulę na małym ogniu, aż się skarmelizuje. Dodać posiekany czosnek, chwilę przesmażyć i odstawić do ostygnięcia.
Na patelni rozgrzać łyżkę masła, wrzucić listki szałwii i smażyć kilka minut, aż staną się chrupkie.

Z ciasta uformować placek odpowiedniej wielkości. Na wierzch układać kolejno cebulę, dynię i kawałki gorgonzoli. Skropić oliwą, posypać solą i świeżo zmielonym pieprzem i piec 10-15 minut, aż brzegi się przyrumienią.
Na wierzchu ułożyć listki szałwii i podawać.

Przepis bierze udział w Dyniowym Festiwalu Bei.


piątek, 30 października 2009
Do tej pory jadłam i robiłam jedynie najprostszy dżem z  dyni i kwaśnych jabłek. Jest tak dobry, że większość znika prosto z garnka. W tym roku też zrobiłam jego porcję, ale cały czas kusiło mnie, żeby przerobić dynię na kolejne dżemu. Kolejne przepisy same pchały mi się ręce i ostatecznie zdecydowałam się na nowe przepisy. Oba aromatyczne i zupełnie inne od tego do czego byłam przyzwyczajona myśląc o dżemie dyniowym.

Chyba nie byłabym w stanie wybrać, który mi bardziej smakuje.



Dżem dyniowy z kandyzowanym imbirem
lekko zmodyfikowany przepis z bloga White Plate

850 g piure z dyni*,
sok z jednej cytryny,
400 g cukru,
3 goździki,
1/2 łyżeczki cynamonu,
35 g kandyzowanego imbiru

Dynie, sok z cytryny, cukier, przyprawy i szklankę wody wymieszać w garnku i gotować na wolnym ogniu. Gdy dżem zgęstniej (po ok. 20-30 minutach) dodać pokrojony drobno imbir i dalej gotować. Gotowy dżem przekładać do słoików, zakręcać i odstawić do góry dnem, aż ostygnie.

* * *

Cały czas jestem pod wrażeniem uniwersalności kardamonu, który idealnie sprawdza się zarówno w słodkich jak i wytrawnych potrawach. Przy czym ma tak charakterystyczny aromat, że najprostsze połączenia składników stają się bardziej wykwintne i 'szlachetne'.
Nie byłam początkowo przekonana do tego przepisu, obawiałam się że dynia wyjdzie mdła i bez smaku. Jednak kardamon zrobił swoje i dżem ten ma niepowtarzalny smak i aromat, aż ciężko mi było się oderwać od garnka. Dżem zrobiłam z połowy porcji i wyszły mi dwa malutkie słoiczki. Mało, bardzo mało :)



Dżem dyniowy z kardamonem
przepis z bloga La ciliegina sulla torta

800 g piure z dyni,
400 g cukru,
skórka z jednej cytryny,
5-6 nasion kardamonu

Ziarenka kardamonu (bez łupinek) utłuc w moździerzu. Wszystkie składniki wymieszać w garnku z 2 szklankami wody. Gotować ok. 40 minut, aż dżem zgęstnieje. Skórki cytryny wyłowić, a dżem przełożyć do słoików, zakręcić i odstawić do góry dnem aż ostygnie.

*Piure przygotować tak samo jak w tym przepisie.

Przepisy biorą udział w Dyniowym Festiwalu Bei.


wtorek, 27 października 2009
Moja pierwsza propozycja z okazji Dyniowego Festiwalu i na pewno nie ostatnia. Dyniuję już od miesiąca i tak szybko nie przestaną, szczególnie że na blogach pojawiało się tyle apetycznych dyniowych przepisów, które koniecznie trzeba będzie wypróbować. A i sama mam kilka zachomikowanych przepisów, które chcę przetestować. Ale nie wszystko na raz :-)

W pierwszej kolejności upiekłam ciasto. Jakże by inaczej ;-) uwielbiam wszelkie słodkości więc bez dyniowego ciasta w czasie Festiwalu obejść się nie mogę.



Przepis zaczerpnęłam ze strony Marthy Stewart. Co ciekawe moja niechęć do jej osoby zupełnie nie przekłada się na jej przepisy, które są genialne. Chyba żaden przetestowany przeze mnie przepis nie okazał się być niewypałem.

A ciasto jest wyjątkowe. Mocno korzenne, o mocno pomarańczowym kolorze, z lekką dyniową nutą. Choć sama dynia na surowo pięknie pachniała mi malinami (!).

Ciasto wyszło dosyć słodkie, prawie za słodkie. Następnym razem zmniejszę ilość cukru o połowę i takie proporcję podaję niżej w przepisie.



Przepis Marthy Stewart, w oryginale mierzony w cup (=250 ml), w nawiasach zważone przeze mnie składniki.

Składniki:
2 cup mąki (300g),
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
1/2 łyżeczki soli,
1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru,
1 łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczka startej gałki muszkatołowej,
1/4 łyżeczki zmielonych goździków,
1/2 cup masła (115 g),
1 cup cukru ( 200 g),
2 jajka,
1/2 cup maślanki,
3/4 cup piure z dyni (190 g)*

cukier puder (do dekoracji)

Mąkę wymieszać z proszkiem, sodą, solą i przyprawami.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać po jednym jajku cały czas mieszając. Miksując na wolnych obrotach dodawać na zmianę mąkę i maślankę. Na końcu dodać dynię i dokładnie wymieszać.
Ciasto przelać do foremki wysmarowanej masłem i wysypanej mąką. Piec 50 minut w 180 stopniach. Ciasto studzić przez 30 minut po czym delikatnie odwrócić na talerz.
Wierzch posypać cukrem pudrem.

* Dynię obrać ze skóry, pokroić w kostkę i przełożyć do garnka. Zalać wodą (mniej więcej żeby sięgała do połowy dyni), przykryć pokrywką i gotować ok. 10 minut, aż zmięknie. Dynie odsączyć na sicie (płyn można użyć do zupy), ostudzić i zmiksować.
Dynie można też pokroić w spore kawałki (razem ze skórą) i upiec w piekarniku. Następnie skórę odciąć, a miąższ pokroić na kawałki i zmiksować.

Przepis bierze udział w Dyniowym Festiwalu organizowanym przez Beę.


piątek, 23 października 2009


Po raz pierwszy udało mi się wziąć udział w Weekendowej Cukierni prowadzonej przez Zawszepolkę. To już 15 edycja, a gospodynią jest Jul, która wybrała dwa apetyczne, bezglutenowe przepisy. Skusiłam się na jeden z nich za sprawą Agatki, która opublikowała u siebie zdjęcia, którym po prostu nie można się oprzeć. A przynajmniej ja nie mogłam :)
Z bezami nie mam zbyt dobrych doświadczeń, ale postanowiłam spróbować i o dziwo się udało. I oto mój torcik, a raczej mini-torcik, który ma średnicę 11 cm :) Upiekłam go z połowy porcji, z czterech bezowych blatów.
Pyszny! Kawowy krem sprawia, że torcik nie jest za słodki, a pokruszone cukierki nadają mu chrupkości.



Przepis podaję za Agatką.

Migdałowa beza (3 blaty):
* 5 białek
* 150 g cukru
* 110 g migdałów zmielonych razem ze skórką
* 1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej

Piekarnik rozgrzać do 170 stopni. Na papierze do pieczenia (u mnie dwa arkusze) narysować 3 koła o średnicy 20 cm każde.
Białka ubić na sztywną pianę stopniowo wsypując cukier. Kiedy cały cukier będzie wsypany i rozpuści się w białkach, ubijać jeszcze 3-4 minuty. Stopniowo wsypywać migdały i mąkę, miksując mikserem na najniższych obrotach.
Ciasto rozsmarować równomiernie na wyrysowanych kołach.
Piec ok. 15 minut, następnie wyłączyć piekarnik i dosuszyć bezy przy uchylonych drzwiczkach. Beza odklejona od papieru powinna być od spodu sucha (jeżeli nie będzie, można ją ułożyć na kratce i wstawić do piekarnika na kilka minut).

Krem kawowy
:
* 250 ml mleka
* 5 żółtek jaj
* 2 łyżki kawy rozpuszczalnej
* 50 g cukru
* 200 g miękkiego masła

Dodatkowo:
* ok.100 g twardych karmelków (u mnie kawowe)
* 3 łyżki zmielonych migdałów, podprażonych na patelni

Karmelki pokruszyć w robocie kuchennym lub wałkiem w woreczku.

150 ml mleka zagotować z kawą i cukrem. Pozostałe rozmiksować z żółtkami. Wlewać do gotującego się mleka, cały czas mieszając. Zagotować na małym ogniu i gotować stale mieszając przez ok. 10 minut, aż masa zgęstnieje. Wystudzić.
Masło rozmiksować na jasną, kremową masę. Nadal miksując dodawać po 2-3 łyżki kawowego kremu.

Wykonanie: Każdy spód pokryć 1/3 masy i posypać 1/3 cukierkowych okruszków. Ułożyć piętrowo, wierzch dodatkowo pospać podprażonymi migdałami, wstawić do lodówki na ok. 2-3 godziny.


Tagi: kawa
15:12, aklat
Link Komentarze (13) »
czwartek, 22 października 2009
Niedawno pisałam o metodzie wykorzystującej starter Tang Zhong przy okazji bułeczek z nutellą. Bułeczki były tak miękkie i delikatne, że cały czas zastanawiałam się jak jeszcze można wykorzystać ten starter. Przeszukałam net i znalazłam kilka przepisów, w tym na chleb razowy, który od razu zapragnęłam zrobić.
Użyłam trochę innych rodzajów mąk i chleb nie wyszedł mi do końca razowy, ale i tak jest pyszny, o miękkim, lekko wilgotnym i słodkawym miąższu i rumianej (bardzo rumianej!) skórce. Słodycz jest minimalnie wyczuwalna, tak że chleb świetnie nadaje się nie tylko do słodkich dodatków. I ogromną zaletą jest to, że pieczywo robione tą metodą długo zachowuje świeżość. Poprzednie bochenki nawet po 5 dniach były tak samo świeże i smaczne.



Przepis pochodzi ze strony Dodol&Mochi.

Składniki (na dwa 20 cm bochenki):
(A)
280 g mąki chlebowej (użyłam białej),
200 g mąki razowej (użyłam pełnoziarnistej Lubelli*),
10 g drożdży instant (użyłam świeżych),
50 g cukru,
7 g soli
(B)
60 g jajek (mniej więcej 1 duże jajko),
140 ml mleka w temperaturze pokojowej,
120 g tang zhong w temperaturze pokojowej

50 g miękkiego masła



W jednej misce wymieszać wszystkie składniki A, w drugiej składniki B. Przelać mokre składniki do suchych i dokładnie wymieszać. Przełożyć ciasto na blat i wyrabiać, aż będzie gładkie i elastyczne. Dodać masło i dalej wyrabiać. Ciasto będzie gotowe, gdy będzie można je rozciągnąć w dłoniach, aż utworzy się cienka membrana**
Uformować kulę, przełożyć ja do miski i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość (u mnie ciasto wyrastało w lodówce).
Ciasto podzielić na dwie części, każdą z nich podzielić na kolejne 4 części. Każdy kawałek rozwałkować, brzegi złożyć do środka, tak żeby powstał wałek o szerokości foremki, który następnie należy zwinąć***. Zrolowane ciasto układać w foremkach (po cztery w każdej), następnie przykryć i odstawić do wyrośnięcia, aż wypełni foremkę w 80%.
Piec w 180 stopniach ok. 30 minut. Uwaga! Bochenki szybko się rumienią.

*Mąka ta odpowiada mniej więcej typom 1600-1900 wg uniwersalnej skali.
**Widać to wyraźnie na 5 zdjęciu od góry w tym linku.
***Jeśli to co napisałam jest niezrozumiałe to tutaj znajduje się dokładna fotorelacja z przygotowania podobnego chleba.

Starter Tang Zhong można także wykorzystać do przygotowania Puszystych bułeczek z nutellą.


poniedziałek, 19 października 2009
Długo zwlekałam z upieczeniem tego sernika, długo zwlekałam z upieczeniem jakiegokolwiek sernika. Aż dziwne bo jestem fanką serników w amerykańskim style czyli cheescake'ów i ten, który zobaczyłam u Małgosi na blogu od razu zachwycił mnie pięknym wykończeniem i połączeniem smaków.  Teraz należy zdecydowanie do moich ulubionych serników, choć mojego faworyta nie przebił.



Przepis podała na Cincinie Joanna, poniżej podaję moje proporcje.

Spód:
200 g ciasteczek (użyłam owsianych),
1/3 szklanki stopionego masła,
1 łyżka kakao,

Masa serowa:
50 g czekolady deserowej,
2 łyżki wody,
1 łyżka kawy rozpuszczalnej,
500 g serka śmietankowego,
3/4 szklanki cukru,
2 łyżki mąki,
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii,
3 jajka

Ciasteczka zmielić i wymieszać z kakao. Dodać masło, wymieszać, żeby powstały grudki i wyłożyć na spód tortownicy dokładnie dociskając. Wstawić do lodówki.
Czekoladę posiekać, wymieszać z wodą i kawą i podgrzewać, aż się rozpuści. Odstawić do ostygnięcia.
Ser wymieszać z cukrem, mąką i wanilią. Dodać jajka i dokładnie zmiksować. Odlać 1 1/2 szklanki masy serowej, a do pozostałej dodać czekoladę i wymieszać.
Masę czekoladową wlać na ciasteczkowy spód (pozostawić kilka łyżek masy) i piec 30 min. w 180 stopniach. Na wierzch wylać pozostałą jasną masę, pokroić w kilku miejscach czekoladowa i końcem noża zrobić szybko esy-floresy na wierzchu sernika. Piec jeszcze 20 minut.
Sernik ostudzić i schłodzić w lodówce, najlepiej przez cała noc.


 
1 , 2