WeekendowaPiekarnia
Kategorie: Wszystkie | przepisy | wydarzenia
RSS
piątek, 04 grudnia 2009
Do tej pory piekłam wyłącznie bardzo cienkie i bardzo kruche pierniczki, nie zdobione, takie które idealnie podbiera się z puszki, żeby pochrupać sobie do herbaty lub kawy. Jak zeszłoroczne pierniczki Bakerlady.

Gdy miesiąc temu zagniatałam ciasto na te pierniczki nie przypuszczałam, że będą to zupełnie inne pierniki. Jednak tym razem zamarzyły mi się miękkie i grubaśne pierniczki z nadzieniem i oblane czekoladą. Ciasto już miałam pozostało tylko zabrać się do roboty.

I muszę się przyznać, że bardzo mi takie pierniczki posmakowały, a do pochrupania upiekę inne świąteczne ciasteczka.

Przepis na pierniczki pochodzi z Cincina, zmodyfikowany wg wskazówek Margot.



Składniki:

250 g mąki pszennej,
250 g mąki żytniej chlebowej,
250 ml miodu,
3/4 szklanki cukru,
100 g masła,
125 ml piwa pszenicznego,
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
1 jajko,
1 żółtko,
szczypta soli,
przyprawa piernikowa (dużo)


Miód, masło i cukier wymieszać w rondelku i podgrzewać, aż się rozpuści. Przestudzić i dodać mąki, jajka, sodę rozpuszczoną w piwie, sól i przyprawy. Dokładnie wymieszać, przełożyć do zamykanego pojemnika i odstawić w chłodne miejsce na kilka tygodni. Moje leżakowało w lodówce przeszło miesiąc.
Przyprawę piernikową dodawałam na oko, żeby było pierne i mocno aromatyczne.



Nadzienie:
powidła śliwkowe lub śliwkowa nutella

Polewa:
czekolada deserowa,
łyżeczka oleju

Odkroić kawałek ciasta, rozwałkować na grubość 3-5 mm i wykrawać pierniczki. Na środek piernika wyłożyć ok. 1/2 łyżeczki dżemu, przykryć kolejnym kawałkiem i delikatnie zlepić brzegi, żeby nadzienie nie wypłynęło. Układać na papierze do pieczenia i piec 10-15 minut, tylko tyle, żeby brzegi zaczęły się delikatnie rumienić. Gorące pierniczki będą mięciutki, po ostudzeniu trochę stwardnieją.

Czekoladę deserową rozpuścić w kąpieli wodnej z łyżeczką oleju i smarować pierniczki pędzelkiem. Na całą partię potrzebna ok. 3 tabliczek czekolady.

Przepis bierze udział w Festiwalu Pierniczków:


wtorek, 01 grudnia 2009


Bardzo się cieszę, że mogę poprowadzić kolejną Weekendową Piekarnię.
Dziękuję Margot :)

W najbliższą niedzielę są Mikołajki, Boże Narodzenie zbliżają się wielkimi krokami, a moja pierwsza propozycja przybliża trochę świąteczna atmosferę: Zaplatany chleb pełen orzechów włoskich i żurawin. Osobiście polecam zastąpić żurawiny kandyzowaną skórką pomarańczową, aromat i smak ogromnie na tym zyskuje, a chlebek staje się prawdziwie świątecznym wypiekiem. Specjalnie do tego chleba w zeszłym roku musiałam dorobić kandyzowanej skórki pomarańczowej, tak nam smakował :)
Przepis pochodzi z bloga Apple Pie, Patis & Pate.

Zaplatany chleb z orzechami i żurawinami

383 g maki chlebowej (3 szklanki),
43 g cukru (3 łyżki),
5 g soli (1/2 łyżki),
11 g drożdży instant (3 1/2 łyżeczki),

21 g ekstraktu pomarańczowego lub cytrynowego (1 1/2 łyżki),*
2 duże jajka (94 g),
113 g mleka w temperaturze pokojowej (1/2 szklanki),
28 g rozpuszczonego masła (2 łyżki),
57 g wody (1/4 szklanki),

255 g suszonych żurawin (1 1/2 szklanki),
85 g posiekanych orzechów włoskich (3/4 szklanki),

1 jajko do posmarowania wierzchu chleba

Mąkę, sól, cukier i drożdże wymieszać. Dodać ekstrakt pomarańczowy lub cytrynowy, jajka, mleko, wodę i masło. Dokładnie wymieszać i wyrabiać przez 5-6 minut. Odstawić ciasto na 5 minut, po czym dodać żurawinę i delikatnie wyrobić ciasto przez 2-3 minuty. Dodać orzechy i dalej wyrabiać, aż rozprowadzą się równomiernie po cieście. Odstawić do wyrośnięcia na 2 h.
Ciasto podzielić na trzy części i zapleść warkocz. Można także zapleść podwójny warkocz lub inny dowolny kształt.
Bochenek posmarować połową jajka i pozostawić do wyrośnięcia na 1-1 1/2 h lub aż podwoi objętość.
Piekarnik nagrzać do 165 stopni, bochenek posmarować raz jeszcze jajkiem i piec przez godzinę, obracając raz w trakcie. Odstawić do ostygnięcia na kolejna godzinę.

* Ekstrakt można z powodzeniem zastąpić startą skórką pomarańczową lub cytrynową ewentualnie pomarańczowym likierem np. Grand Marnier.

* * *

Kolejna propozycja to 'zwykły', razowy chleb. Tyle że z dodatkiem startera Tang Zhong (Water Roux starter), który zapewnia mu dłuższą świeżość i lepszą strukturę miąższu. Piekłam go już kilkakrotnie i sam chleb jak i metoda jego przygotowania jest warta wypróbowania.
Przepis z blogu Dodol&Mochi.

ThangZhong (Water Roux) starter:

50 g mąki,

250 g wody

Mąkę i wodę wymieszać dokładnie w garnuszku i postawić na niewielkim ogniu. Podgrzewać cały czas mieszając, aż osiągnie temperaturę 65 stopni. Ponieważ nie mam specjalnego termometra kuchennego posiłkowałam się wskazówkami na tej stronie i podgrzewałam masę tak długo, aż stała się szklista i widać było wyraźne smugi po mieszadle.

Starter przełożyć do miseczki i przykryć szczelnie folią spożywczą, tak żeby dotykała masy. Można go przechowywać w lodówce przez 3 dni. Przed kolejnym użyciem należy poczekać aż starter nabierze temperatury pokojowej.


Razowy chleb ze starterem Tang Zhong


Składniki (na dwa 20 cm bochenki):
(A)
280 g mąki chlebowej,
200 g mąki razowej,
10 g drożdży instant,
50 g cukru,
7 g soli
(B)
60 g jajek (mniej więcej 1 duże jajko),
140 ml mleka w temperaturze pokojowej,
120 g tang zhong w temperaturze pokojowej

50 g miękkiego masła

W jednej misce wymieszać wszystkie składniki A, w drugiej składniki B. Przelać mokre składniki do suchych i dokładnie wymieszać. Przełożyć ciasto na blat i wyrabiać, aż będzie gładkie i elastyczne. Dodać masło i dalej wyrabiać. Ciasto będzie gotowe, gdy będzie można je rozciągnąć w dłoniach, aż utworzy się cienka membrana*
Uformować kulę, przełożyć ja do miski i odstawić pod przykryciem do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość (u mnie ciasto wyrastało w lodówce).
Ciasto podzielić na dwie części, każdą z nich podzielić na kolejne 4 części. Każdy kawałek rozwałkować, brzegi złożyć do środka, tak żeby powstał wałek o szerokości foremki, który następnie należy zwinąć**. Zrolowane ciasto układać w foremkach (po cztery w każdej), następnie przykryć i odstawić do wyrośnięcia, aż wypełni foremkę w 80%.
Piec w 180 stopniach ok. 30 minut. Uwaga! Bochenki szybko się rumienią.


*Widać to wyraźnie na 5 zdjęciu od góry w tym linku.
**Jeśli to co napisałam jest niezrozumiałe to tutaj znajduje się dokładna fotorelacja z przygotowania podobnego chleba.

* * *

Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu. Miłego pieczenia :)
sobota, 28 listopada 2009
Przepis na korzenne pancakes'y zaczerpnęłam z jednego z moich ulubionych anglojęzycznych blogów. Wypróbowałam je już wcześniej z karmelizowanym jabłkiem i wyszły pyszne. Zastanawiając się co przygotować na Cytrusowy Weekend i przeglądając moje książki kucharskie, znalazłam przepis na karmelizowane pomarańcze. Z tego przepisu ostatecznie nie skorzystałam, ale podsunął mi świetny pomysł na dodatek do naleśników. I prawdę mówiąc pancakes'y z pomarańczą biją na głowę wersję z jabłkami.

I tym sposobem udało mi się wziąć udział, nie tylko w Cytrusowym Weekendzie Tatter, ale także Korzennym Festiwalu organizowanym przez Ptasię.



Zmodyfikowany przepis z bloga Eat make read.

Korzenne pancakes'y:
3-4 porcje

3/4 szklanki mąki,
2 łyżki mąki razowej,
szczypta soli,
2 łyżki cukru,
1 łyżeczka przyprawy piernikowej (lub dowolnych korzennych przypraw),
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
szczypta sody oczyszczonej,

3/4 szklanki maślanki,
1 jajko lekko roztrzepane,
2 łyżki roztopionego masła,

dodatkowo:
2 łyżki masła do smażenia

W misce wymieszać suche składniki. Dodać mokre składniki i niezbyt starannie wymieszać widelcem. Na patelni rozpuścić masło i smażyć pancakes'y na średnim ogniu, aż się zrumienia z obu stron.

Karmelizowane pomarańcze:

2 pomarańcze,
8 łyżek cukru,
2 łyżki masła

Pomarańczę pokroić w plastry. Na rozgrzaną patelnię przełożyć cukier i masło. Podgrzewać, od czasu do czasu mieszając drewnianą łyżką, aż utworzy się karmel. Ułożyć na patelni plastry plastry pomarańczy i smażyć, obracając pomarańcze jeden raz w  trakcie smażenia. Sos karmelowy powinien zgęstnieć.

Placuszki układać na talerzach, dekorując plastrami pomarańczy i polewając sosem.

Przepis bierze udział w zabawach:




środa, 18 listopada 2009
O tych ciasteczkach miało być kilka dni temu, ale wcięło mi już gotowy wpis, i zupełnie nie miałam serca pisać go po raz kolejny. Cóż zdarza się ;-)

Napiszę tylko, że to zdecydowanie moje ulubione ciasteczka na niepogodę. Bardzo aromatyczne, miękkie w środku i z przyjemnie chrupiącą cukrową skorupką. Pyszności!



Przepis z bloga eat make read lekko zmodyfikowany.

Składniki:

2 szklanki mąki,
2 łyżeczki proszku do pieczenia,
1 łyżka cynamonu,
1/2 łyżeczki soli,
4/5 szklanki masła,
1/2 szklanki cukru,
1 jajko,
1/4 szklanki melasy (zastąpiłam miodem),
1/4 szklanki kandyzowanego imbiru*,

1/3 szklanki cukru,
po 1/2 łyżeczki cynamonu i zmielonego imbiru

Mąkę wymieszać z cynamonem, proszkiem i solą. Dodać pokrojone na kawałki masło i rozetrzeć palcami na gródki (użyłam miksera). W drugiej misce wymieszać jajko, cukier i melasę i dodać do suchych składników. Dodać kandyzowany imbir i dokładnie wymieszać. Masę schłodzić w lodówce przez minimum 30 minut.
Pozostały cukier wymieszać z cynamonem i imbirem. Nabierać łyżeczką lub odrywać kawałki ciasta, obtaczać je w dłoniach, a następnie w cukrze i układać na papierze do pieczenia, pozostawiając sporo przestrzeni pomiędzy kulkami.
Piec w 180 stopniach ok. 8-10 minut.



* robiłam wg przepisu Davida Lebovitza, który pokazywały u siebie między innymi Polka i Viridianka.
środa, 11 listopada 2009
Wypiekane tradycyjnie 11 listopada w Poznaniu, pękate od słodkiego nadzienia z białego maku, orzechów i kandyzowanej skórki, błyszczące od białego lukrem - rogale marcińskie. Pyszna tradycja, która rozprzestrzeniła się poza Wielkopolskę i zawitała także do mojego domu.

Skorzystałam z przepisu Bajaderki, który trochę się różni od tradycyjnego, Ale rogale wychodzą pyszne i warto poświęcić trochę czasu żeby je przygotować.



Przepis cytuje za Bajaderką.

Ciasto:
1 szklanka cieplego mleka
1 lyzka suchych drozdzy
1 jajko
1/2 lyzeczki ekstraktu z wanilii
3 1/2 szklanki maki
3 lyzki cukru
szczypta soli
225g miekkiego masla (z tego 2 lyzki uzyjemy do ciasta)

Nadzienie:
30 dag bialego maku
10 dag pasty migdalowej (marcepanu)
3/4 szklanki cukru pudru
10 dag orzechow wloskich
10 dag zblanszowanych migdalow
1 lyzka kandyzowanej skorki pomaranczowej (mozna dac wiecej, do 2 lyzek)
2-3 lyzki gestej smietany
3 podluzne biszkopty, pokruszone na okruszki

Do posmarowania:
1 jajko rozbeltane z 2 lyzkami mleka

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
2-3 lyzki mleka

posiekane migdaly do posypania



Ciasto:
Suche drozdze wsypac do mleka, zostawic na kilka minut aby sie rozpuscily i dobrze wymieszac. Dodac jajko i wanilie i lekko wszystko pomieszac.
Make, cukier i sol wymieszac razem w duzej misce, dodac lekko miekkie maslo (2 lyzki) i rozetrzec palcami razem z maka.
Dodac rozczyn mieszajac lyzka lub reka, przelozyc ciasto na stolnice i lekko i krotko wyrobic, tylko do momentu kiedy ciasto stanie sie gladkie. Nie wyrabiac za dlugo - to ciasto powinno zostac lekko lepiace i chlodne. Uformowac je w prostokat, ulozyc na obroszonej maka blasze, przykryc folia i schlodzic w lodowce okolo 1 godziny.
Schlodzone ciasto przelozyc na stolnice i rozwalkowac na prostokat o wymiarach 30x15cm, tak aby krotsze strony stanowily gore i dol. Maslo rozsmarowac rownomiernie na ciescie (zostawic 1/2cm margines dookola). Zlozyc 1/3 ciasta od gory, nastepnie zlozyc dolna czesc tak aby przykryla to zlozenia (tak jak skladamy kartke papieru). Dobrze skleic brzegi i delikatnie wywalkowac w prostokat 25x17cm uzywajc jak najmnieszej ilosci maki do podsypywania. Zlozyc tak jak poprzednio i schlodzic na blasze przez 45 minut. Powtorzyc proces 3 razy, chlodzac ciasto miedzy walkowaniami przez 30 minut. Po zakonczeniu procesu ciasto dobrze zawinac i wlozyc do lodowki na conajmniej 5 godzin, a najlepiej na cala noc. Wyjac z lodowki na okolo 20 minut przed planowanym robieniem.
Wywalkowac na prostokat o wymiarach mniej wiecej 65x34cm i przeciac wzdluz dlugiego boku na 2 czesci. Kazdy powstaly w ten sposob pasek pokroic na 12 trojkatow.

Nadzienie:
Mak i orzechy sparzyc goraca woda, po 15 minutach odcedzic i dobrze odsaczyc. Zmielic dwukrotnie w maszynce razem z migdalami. Paste migdalowa (marcepan) rozetrzec mikserem z cukrem pudrem, dodac zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekana skorke pomaranczowa. Dobrze wymieszac, dodac smietane - ale tylko tyle by uzyskac dosc zwarta ale plastyczna mase. Masa nie moze byc zbyt plynna, ani za twarda i wlasnie swietnie reguluje sie jej konsystencje dodajac smietane stopniowo. NIekoniecznie trzeba zuzyc cala ilosc smietany podaje w skladnikach.

Rozsmarowac nadzienie zostawiajac maly margines na wszystkich bokach trojkata - zwijac w rogaliki zaczynajac od podstawy. Ulozyc na wylozonej pergaminem blasze, przykryc i zostawic do wyrosniecia az podwoja objetosc, okolo 1 1/2 godziny.
Rozgrzac piekarnik do 180ºC, wyrosniete rogale posmarowac jajkiem rozbeltanym z mlekiem i piec okolo 20 minut az sie ladnie zezloca. Wyjac na druciana siateczke i jeszcze cieple polac lukrem. Mozna posypac posiekanymi migdalami.

Przepis bierze udział w Orzechowym Tygodniu Eli i Zawszepolki.


sobota, 31 października 2009
Ten przepis to dla mnie totalny eksperyment. Takiego połączenia smaków jeszcze nie jadłam i aż do pierwszego gryza miałam obawy czy ta pizza będzie w ogóle jadalna. Pieczona dynia, karmelizowana cebulka, gorgonzola i chrupkie listki szałwii - to nie są składniki, które kojarzą mi się z pizzą. Jednak świetnie ze sobą współgrają, tworząc ciekawą i smaczną kompozycję. Tak że eksperyment ten uznaję za bardzo udany. Smacznego!



Przepis z bloga Closet Cooking.

Ciasto (na 3 pizze):
4 1/2 szklanki mąki,
1 3/4 łyżeczki soli,
1 łyżeczka drożdży instant (użyłam świeżych),
1/3 szklanki oliwy,
1 3/4 szklanki wody,
1 łyżeczka cukru,

Mąkę wymieszać z solą i cukrem. Drożdże rozkruszyć, dodać pozostałe składniki i wyrobić ciasto. Ciasto wychodzi dosyć wilgotne, można więc podsypać delikatnie mąką. Ciasto podzielić na 3 części, zawinąć je w folię i odstawić do lodówki na noc. Ciasto można przechowywać w lodówce do 3 dni.
Przed pieczeniem ciasto wyjąć z lodówki i pozwolić dojść do temperatury pokojowej.



Składniki na 1 pizzę:
kawałek upieczonej dyni,
1 cebula,
1 ząbek czosnku,
kawałek sera gorgonzola,
kilkanaście listków szałwii,
oliwa i masło,
gruboziarnista sól,
pieprz

Dynie pokroić w kostkę.
Cebulę pokroić w plasterki. Łyżkę olliwy i masła rozgrzać na patelni i smażyć cebulę na małym ogniu, aż się skarmelizuje. Dodać posiekany czosnek, chwilę przesmażyć i odstawić do ostygnięcia.
Na patelni rozgrzać łyżkę masła, wrzucić listki szałwii i smażyć kilka minut, aż staną się chrupkie.

Z ciasta uformować placek odpowiedniej wielkości. Na wierzch układać kolejno cebulę, dynię i kawałki gorgonzoli. Skropić oliwą, posypać solą i świeżo zmielonym pieprzem i piec 10-15 minut, aż brzegi się przyrumienią.
Na wierzchu ułożyć listki szałwii i podawać.

Przepis bierze udział w Dyniowym Festiwalu Bei.


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20