WeekendowaPiekarnia
Kategorie: Wszystkie | przepisy | wydarzenia
RSS

przepisy

sobota, 26 września 2009


Miałam ochotę na takie ciasto już od dawna. Jest bardzo dekoracyjne i jak się okazało bardzo proste w przygotowaniu. Najpierw planowałam zrobić je z wiśniami, potem ze śliwkami i ostatecznie zdecydowałam się na połączenia jabłek i pigw. Specjalnie na Dzień Jabłka organizowany przez Tatter.

Owocowy wierzch jest mocno karmelowy i pyszny. W połączeniu z kwaskowymi jabłkami i pigwami (a właściwie pigwowcami) tworzy idealne jesienne połączenie. I to właśnie ten wierzch sprawia, że ciasto jest tak niezwykłe.



Przepis Davida Lebovitza podpatrzony u Lili z Pikelet and Pie, lekko zmodyfikowany.

Składniki na owocowy wierzch:
30 g masła,
113 g cukru,
2 średniej wielkości jabłka,
1 pigwa lub 5 owoców pigwowca (+ 3 łyżeczki cukru)

Składniki na ciasto:
115 g miękkiego masła,
150 g cukru,
2 jajka,
210 g mąki,
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
szczypta soli,
60 ml mleka,
65 ml soku z gotowania pigwy (lub mleka)

Pigwę obrać, usunąć gniazdo nasienne i pokroić w ćwiartki. Przełożyć do garnuszka, wsypać cukier i zalać wodą, żeby przykryła owoce. Doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu aż owoce zmiękną. Ostudzić.

Owocowy wierzch: masło rozpuścić w garnku i wsypać cukier. Trzymać na ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż cukier się skarmelizuje i połączy z masłem. Przelać na spód foremki* i pozostawić do ostygnięcia. Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w grube półplasterki, podobnie obgotowaną pigwę. Owoce ułożyć na spodzie foremki w ładny wzór.

Ciasto: Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać po jednym jajku dokładnie miksując ciasto. Mąkę wymieszać z proszkiem i solą i dodać połowę do ciasta. Cały czas miksując dodać mleko i sok z gotowania pigwy i na końcu resztę mąki.

Masę przełożyć na ułożone owoce i piec w nagrzanym piekarniku 50-60 min. Ciasto odstawić na 20 minut do przestygnięcia. Położyć na wierzch talerz i obrócić. Ostrożnie zdjąć foremkę nie uszkadzając wzoru z owoców.

*Najwygodniejsza jest tortownica ze zdejmowaną obręczą.


środa, 23 września 2009

Całe szczęście, że brioszkę upiekłam z całej porcji, inaczej nie miałabym co fotografować. Pierwsza poszła prawie cała na śniadanie, a drugą zapobiegliwie schowałam i mogę się nią teraz pochwalić ;-) O tym, że jest pyszna nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wystarczy przejrzeć podsumowanie #43 Weekendowej Piekarnii, i zobaczyć ile osób ją piekło i się nią zachwycało. A mi bardzo się w niej podoba to lekko wilgotne, 'mięsiste' wnętrze.

Piekłam ją na świeżych drożdżach, wlałam 200 ml mleka i ciasto na wilgotność było idealne. Elastyczne, lekko lepiące i bardzo przyjemne w obróbce. I ten aromat skórki cytrynowej! Poczułam, że zaczyna się jesień :)


Przepis cytuję za Beą.

500 g mąki T45 (tortowej)
2,5 łyżeczki drożdży w proszku (lub 20 g świeżych)
1,5 łyżeczki soli
200-250 ml letniego mleka,
2 jajka
60 g cukru
10 g miodu
75 g miękkiego masła
100-125 g rodzynek
otarta skórka z 1/2 cytryny
+ jajko do posmarowania

Mąkę wymieszać z solą i drożdżami. Zrobić wgłębienie i umieścić w nim jajka, cukier, miód i mleko. Powoli wymieszać składniki, wyrobić gładkie ciasto (ok. 10 minut); możemy ewentualnie dodać odrobinę mąki, jeśli ciasto jest zbyt klejące, jednak nie więcej niż łyżkę za każdym razem. Następnie partiami dodawać masło i skórkę cytrynową i dalej wyrabiać. Na koniec dodać rodzynki i raz jeszcze wyrobić ciasto (ma być dosyć ‘miękkie’ i elastyczne).

Przełożyć je do miski, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na ok. godzinę.

Następnie złożyć ciasto kilka razy (można podzielić je na dwie mniejsze części) i spłaszczyć, formując mniej więcej kwadrat. Boki kwadratu złożyć do środka tak, by się stykały, a następnie zrolować ciasto. Umieścić je w natłuszczonej keksówce lub foremce chlebowej, przykryć i zostawić do wyrośnięcia na ok. 45 minut (do 3/4 wysokości formy). Po wyrośnięciu posmarować wierzch ciasta rozkłóconym jajkiem, a następnie ponacinać (dosyć głęboko) ostrymi nożyczkami naprzemiennie – raz z lewej, raz z prawej strony.

Mniejsze brioszki pieczemy ok. 20-25 min w 200°C (jedną większą pieczemy ok. 45-55 minut); w połowie pieczenia możemy nieco obniżyć temperaturę, a jeśli brioszka zbyt szybko brązowieje – nakryć ją folią aluminiową.

Tradycyjnie, po wyjęciu z piekarnika, smaruje się brioszkę gładką konfiturą morelową i wodą; można też posypać ją zrumienionymi płatkami migdałowymi.


poniedziałek, 21 września 2009

Dziś przed południem obroniłam pracę magisterką i udało mi się (w końcu) oficjalnie skończyć studia. Ufff!!!! Co za ulga! Choć chyba jeszcze długo nie będę mogła przyzwyczaić się do tej myśli :) Ale na razie jestem pełna niedowierzania, niezwykle szczęśliwa i na lekkim rauszu :) Dziękuję serdecznie za trzymanie kciuków :)

A co można zrobić z poniższych składników? Ketchup!

Ten ketchup powstał na bazie dwóch przepisów: opublikowanego przed rokiem przez Tatter przepisu Jamiego i tego podanego niedawno przez Zawszepolkę. Wymieszałam oba i tak powstał przepis na mój ketchup :)

Troszkę się obawiałam tego przecierania przez sito. Ale jak się okazało zupełnie niepotrzebnie, przy pomocy drewnianej łyżki do ucierania poszło raz-dwa. I mam teraz 2 i pół buteleczki domowego ketchupu. Dwie zapasteryzowałam i schowałam do lodówki, a tę połówkę cały czas degustuję i zastanawiam się jak bardzo mi smakuje.

Ten ketchup zupełnie nie przypomina tych kupnych, co dla mnie jest ogromna zaletą, gdyż ketchupów z zasady nie lubię. Ale myślę, że dla tego mogę zrobić wyjątek :)

Składniki:

1 kg pomidorów,

2 cebule,

250 g selera naciowego,

3 ząbki czosnku,

1/2 papryczki chili,

kawałek świeżego imbiru (ok. 4 cm),

1 łyżeczka nasion kolendry,

1 łyżeczka soli,

1/2 łyżeczki pieprzu,

garść świeżej bazylii,

100 ml octu winnego,

70 g cukru,

kilka łyżek oleju

Seler, cebulę, chili i imbir posiekać drobno i smażyć na oleju. Po ok. 10 minutach  dodać czosnek i kolendrę i dusić, aż zmięknie. Dodać sparzone, obrane ze skórki i pokrojone pomidory, sól i pieprz. Gotować, aż płyn zgęstnieje i straci na objętości. Zdjąć z ognia dodać posiekaną bazylię i zmiksować 'żyrafą'. Przetrzeć przez sitom dodać ocet i cukier i podgrzewać na małym ogniu, aż ketchup zgęstnieje. Ewentualnie doprawić do smaku (ja lekko dosoliłam).

Gotowy ketchup przelewać do wyparzonych butelek i pasteryzować. Przechowywać w lodówce lub innym chłodnym miejscu.

Ten przepis bierze udział w akcji 'Spiżarnia 2009' organizowanej przez Pelę.

niedziela, 20 września 2009

Jeszcze tak nie było, żeby co dzień pojawiał się u mnie nowy wpis. Sama się nie poznaję. Ale cała jestem w nerwach przed jutrzejszym dniem i próbuję zająć czymś ręce i głowę, więc siedzę w kuchni lub przy komputerze i produkuje nowe potrawy i nowe wpisy. Dziś zajęłam się domową podukcją ketchupu, o czym zapewne napiszę jutro ;-) A póki co, bardzo proszę potrzymać za mnie kciuki jutro przed południem :)

Te ogóreczki spróbowałam pierwszy raz kilka lat temu na imprezie u koleżanki i od razu się zakochałam. Są pyszne, mocno pikantne, słodko-kwaśno-słone z wyczuwalną czosnkową nutą. Dla mnie bomba. Szybko wycyganiłam przepis od Reni i sama zaczęłam produkcję. Zapewniam was, że z czterech kilogramów ogórków wcale nie wychodzi ich za dużo, bardzo szybko znikają ;-)

Składniki:

4 kg ogórków,

4 główki czosnku,

8 łyżek soli,

5 łyżeczek sproszkowanego chili,

16 łyżek oleju,

3 szklanki octu,

50 dag cukru

Ogórki wyszorować i pokroić w plasterki. Wymieszać z solą i odstawić na 6 h. Zlać wodę z ogórków i dodać pokrojony w plasterki czosnek, chili o wmieszać.

Olej zagotować z octem i cukrem i gorącą zalewą wlać do ogórków. Odstawić na 12 h. Ogórki przełożyć do wyparzonych słoików, uzupełnić zalewą i pasteryzować.

Przepis bierze udział w akcji 'Spiżarnia 2009' organizowanej przez Pelę.

sobota, 19 września 2009

Chrup, chrup, chrup... i zniknęła kolejna kromeczka chleba. Rozkosz! tak chrupiąca skórka dawno mi nie wyszła, a tutaj wzbogacona jest dodatkowo laskowymi orzechami. Ten chleb jest tak bogaty w smaku (cukinia, ziemniaki, bazylia, orzechy), że aż szkoda kłaść cokolwiek na kanapkę, żeby nie przytłumiło tego bogactwa. Dodatkowo ziemniaki i cukinia sprawiają, że chleb jest wilgotny i zapewne długo zachowuje świeżość (zapewne, bo nie wiem czy będę się miała okazję o tym przekonać ;-)

Bea dziękuję za wybór takiego przepisu :) A tutaj inne propozycje z 43. Weekendowej Piekarni.

I teraz zamarzył mi się chleb marchewkowy ;->

Przepis cytuję za Beą, od siebie dodałam jedynie garść bazylii.

(przepis oryginalny – ‘Le Menu’ nr 9/2009)

na 2 keksówki ok. 24 cm długości

zaczyn :
550 g mąki T45
250 g jasnej mąki orkiszowej
25 g drożdży
200 ml letniego mleka

ciasto :
200 ml wody
50 g stopionego masła
2,5 łyżeczki soli
200 g ziemniaków ugotowanych dzień wcześniej (w mundurkach)
150 g cukini
150 g orzechów laskowych

Zaczyn : drożdże rozdrobnić i dobrze rozpuścić w mlekiem. Obydwie mąki wymieszać, zrobić wgłębienie i wlać mleko z drożdżami. Zasypać odrobiną mąki i pozostawić na 25-30 minut, aż drożdże ruszą.
Ziemniaki zetrzeć na grubych oczkach; cukinię zetrzeć na mniejszych oczkach i lekko odcisnąć. Orzechy lekko uprażyć na suchej patelni i wystudzić, rozdrobnić.
Wymieszać wszystkie składniki ciasta i zaczynu i wyrobić na jednolitą masę (uwaga : ciasto jest bardzo lepkie). Przykryć ciasto i odstawić do wyrośnięcia (aż podwoi objętość).
Następnie podzielić ciasto na dwie części i przełożyć je do wysmarowanych oliwą i wysypanych otrębami keksówek, odstawić ponownie na 25-30 minut.
Piec chleby 10 minut w 220ºC, następnie obniżyć temperaturę do 180ºC i piec je jeszcze 35-40 minut. Wyciągnąć chleby z formy i studzić na kratce.

sobota, 08 sierpnia 2009

Pogoda sprzyja domowej produkcji lodów. I mimo że nie mam maszyny do lodów, to lody kręcę i eksperymentuję. Przede wszystkim poszukuje idealnych lodów waniliowych, smak niby prosty, klasyczny, ale jak się przekonałam zrobić naprawdę dobre lody waniliowe nie jest łatwo. A w między czasie wypróbowuję inne bardziej wyszukane smaki. Na przykład herbaciane. Mieliście okazję takie wypróbować? Smak mają zaskakujący i gdyby nie to że sama je robiłam i własnoręcznie zaparzałam Earl Grey'a, to chyba nie od razu bym się domyśliła jaki to smak. Polecam, bardzo dobre, nie-typowe lody :)

Lekko zmodyfikowany przepis z bloga Mac & Cheese.

Składniki:

500 ml śmietany kremówki,

250 ml mleka,

3/4 szklanki cukru,

1/2 łyżeczki agaru,

5 torebek herbaty Earl Grey,

5 żółtek

1 łyżka cukru waniliowego

Śmietanę, mleko, cukier i agar wymieszać w rondelku i podgrzewać powoli, prawie doprowadzając do wrzenia, aż cukier i agar się rozpuści. Zdjąć z ognia, włożyć herbatę i pozostawić pod przykryciem na godzinę. Torebki z herbatą usunąć, a płyn podgrzać.

Żółtka roztrzepać z cukrem waniliowym. Wlać cienkim strumyczkiem podgrzane mleko. Całość przelać z powrotem do rondelka i podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając (najlepiej drewnianą łyżką). Zdjąć z ognia natychmiast gdy płyn zgęstnieje, i zacznie oblepiać łyżkę. Masę ostudzić, przelać do pojemnika na lody i schować do zamrażalnika. Po 2 godzinach wymieszać dokładnie lody. Czynność powtórzyć do pół godziny, aż lody nabiorą odpowiedniej konsystencji.

Agar można pominąć. Choć na cincinie przeczytałam, że dodatek agaru (lub żelatyny) poprawia konsystencję lodów. I rzeczywiście, lody nawet przechowywane długo w zamrażalniku nie kamienieją, można je od razu nakładać. I nie rozpływają się tak szybko.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14